The Evil Dead (1981)

Klasyka, która nie do końca wiadomo jak się stała klasyką. Grupa dzieciaków, zła księga i chatka w lesie. Brakuje tylko Scooby’ego.

Dwójka kumpli wraz ze swoimi dziewczynami i jedną bonusową, która robi za piąte koło u wozu ruszają do odosobnionego, drewnianego domku w górach. Beztroska zabawa, miłosne wyznania i wzajemne, przyjacielskie docinki szybko ustępują miejsca dramatycznej walce o przeżycie, gdy lekkomyślne dzieciaki znajdują magnetofon z zapiskami badań bezimiennego profesora, który opowiada o złej księdze, starożytnych rytuałach mogących przywołać zmarłych i własnych zmaganiach z siłami nadprzyrodzonymi. Oczywiście, jak to na imprezie, nie ma nic ciekawszego niż posłuchać dziwactw z kasety pozostawionej przez jakiegoś wariata, szczególnie gdy zawierają one zaklęcia mające wspomnianych wcześniej truposzy sprowadzić z powrotem. Dziewczyna, która zabrała się z ekipą, jako piąte koło co prawda próbuje przerwać amatorski seans spirytystyczny, ale spotyka się to z oporem nadmiernie ciekawskiego kolegi.

Od tego momentu piekło otwiera swoje bramy i manifestuje swoje chore zapędy przy pomocy opętań, gwałci-drzew i nieokreślonej siły, która lata po lesie, jak teściowa po nowym mieszkaniu córki.

Scenariusz horroru Sama Raimiego to nic szczególnego. Historia jest raczej wymówką do zabawy z duchami i innym nadprzyrodzonym tałatajstwem i prowadzi prosto do celu jakim jest nabicie licznika zgonów. Ciężko przy takim prostym zamyśle coś schrzanić, więc nie ma żadnych gromów, które można by tutaj cisnąć pod adresem twórców. Szczególnie, że początek jest podręcznikowym przykładem budowania fabuły i napięcia bez zanudzania widza.

Zaangażowani w produkcje młodzi aktorzy i aktorki nie zrobili wielkiej kariery po Evil Dead, za wyjątkiem Bruce Cambella, którego późniejsze role ograniczały się do tej jednej marki z wyłączeniem kilku drobnych występów tu i ówdzie. Na ekranie jednak wszyscy robią naprawdę świetną robotę. Grupka przyjaciół jest wiarygodna. Grany przez Cambella Ashleigh Williams podczas scenek z swoją dziewczyną Lindą (w tej roli Betsy Baker) stworzyli przekonującą parę, dzięki czemu widz łatwo przywiązuje się do bohaterów. Również Hal Delrich, Ellen Sandweiss i Sarah York zrobili na tym polu kawał dobrej roboty, przez co przytrafiające się całej paczce nieszczęścia mogą wywrzeć na widzu jakiś wpływ, co przy takim prostodusznym obrazie jest całkiem fajne.

Oczywiście momenty, gdy bohaterowie ulegają nawoływaniom piekielników, czy zostają ranni mogą wywołać u oglądaczy z wyższymi wymaganiami uśmiech politowania, z drugiej jednak strony mówienie głosami, opętańczy idiotyczny śmiech bez wyjścia z roli spowodowanym wysiłkiem fizycznym nie jest czymś, co nie wymaga umiejętności aktorskich

Martwe Zło to uczta dla osób, które preferują klasyczne efekty specjalne. Jest tutaj wszystko od bardzo mocnej charakteryzacji po stop motion, czy wykorzystanie sztucznych części ciała. Oczywiście nie znaczy to, że film pod tym względem zestarzał się dobrze. Niestety, ale gdy mamy jakiś nadnaturalny element, który robi kuku bohaterom, to ofiara zwykle stoi nienaturalnie sztywno, nie próbuje stawiać zbyt silnego oporu, bo zwyczajnie nie może tego robić, jeśli ruchomy element ma odpowiednio się na aktorze zaczepić. Koniec końców jest to kicz, ale mimo wszystko bardzo sympatyczny kicz.  Nawiasem mówiąc w całym filmie widać, że Sam Raimi z ekipą świetnie się bawili eksperymentując zarówno z różnymi efektami specjalnymi, jak i bardzo ciekawymi ujęciami, które również mają wpływ na dosyć mocną atmosferę filmu.

Dodatkowa pochwała należy się za scenografię. Leśna buda, która stanowi główne miejsce akcji jest naprawdę niepokojąca. Takie drobiazgi jak wyjątkowo odpychająca głowa jelenia na ścianie, wszechobecny kurz, czy chociażby piwnica, którą bohaterowie zwiedzają na początku filmu to prawdziwy majstersztyk i bardzo ważny składnik niepokojącej atmosfery.

Muzyka, która towarzyszy dantejskim scenom to standard lat osiemdziesiątych z wykorzystaniem orkiestry. Gdy trzeba buduje napięcie niskimi tonami i sporym udziałem instrumentów dętych, gdy zaś mamy scenę cichszą, czy romantyczną jesteśmy stopniowo relaksowani – niekiedy tylko po to, by zaraz zostać zaatakowani jakąś makabrą w towarzystwie wspomnianych wcześniej niepokojących nut.

Obecnie ciężko się ogląda Martwe Zło jako horror. Z jednej strony suspens jest zbudowany umiejętnie. Zarówno uwagi bohaterów na temat podejrzanie niskiej ceny wynajmu chatki w górach, zwiedzanie mrocznej piwnicy, w której bohaterowie znajdują ślady mrocznej przeszłości zagrzebanej w lesie, oraz preludium jakim jest odsłuchanie taśmy dość dobrze szykują oglądaczy na to, co ma nastąpić w kolejnych minutach. Koniec końców jednak komiczne miejscami zachowanie demonów i leciwe efekty specjalne robią z filmu pastisz. Pastisz, który ogląda się świetnie ze względu na dość ciekawy wynik tego eksperymentu, jednak cały czas pastisz.

 

Oj poszło tu sporo razów, ale koniec końców Evil Dead to całkiem sympatyczna historia z dreszczykiem. Atmosfera filmu jest przednia, straszenie skuteczne (jak na swoje czasy). To, że projekt nie zakończył się na tym jednym filmie to prawdziwy uśmiech losu, bo wiele kultowych elementów, które fani kojarzą z gier, innych filmów czerpiących z kultowego statusu serii Martwe Zło pojawiło się w późniejszych odsłonach. Czy warto więc sięgnąć po pierwszy rozdział tej historii? Tak, zdecydowanie warto, bo proste historie tonące w ambicjach i podsypane widocznym na pierwszy rzut oka entuzjazmem twórców zasługują, by poświęcić im swój czas.  Stephen King określił swego czasu Evil Dead, jako swój ulubiony film. Czy można nie zaufać takiej rekomendacji?

Ocena:

  • Tytuł: Evil Dead
  • Gatunek: Horror
  • Rok wydania: 1981
  • Reżyser: Sam Raimi
  • Scenariusz: Sam Raimi
  • Obsada: Bruce Campbell, Ellen Sandweiss, Hal Delrich, Betsy Baker, Sarah York
  • Studio: Renaissance Pictures, New Line Cinema
  • Gdzie obejrzeć: YouTube, Amazon, iTunes, dvd z allegro