Czy Xbox jest nam do czegokolwiek potrzebny?

Pytanie wydaje się retoryczne – konkurencja zawsze służy konsumentom. Ale czy Xbox w ogóle stara się dziś być konkurencyjny?

Zgodnie z obietnicą kolejna konsola Xbox ma być „premium”. Definicję tego słowa w słowniku Microsoftu przyjdzie nam dopiero poznać, acz już teasuje się nam takie dobrocie jak darmowy multiplayer online czy dostęp do Battle.net i World of Warcraft! Tylko czy w ten sposób nie zbliżamy się powoli do… peceta? Nie oszukujmy się: MS nie notuje ostatnio oszałamiających sukcesów w segmencie gier. Wręcz przeciwnie – ryzykowne decyzje (tj. droższy Game Pass) i odgórne dyspozycje („gry muszą solidniej zarabiać”) sugerują raczej problemy na horyzoncie niż triumfy.

Konsole zawsze były rozwiązaniem pośrednim: oferowały solidną wydajność bez zbędnego kombinowania i w rozsądnej cenie w porównaniu z komputerami gamingowymi. Jeśli jednak Xbox ma przynosić realny zysk, trzeba odejść od tańszych podzespołów. Ale… no właśnie. Sprzęt premium szybko przestaje być premium, bo rynek błyskawicznie zalewają nowe technologie. Upgrade’owalne elementy? To już ogródek pecetowy. Kto wie, czy kolejnym krokiem nie okaże się po prostu komputer gamingowy z logiem Xbox. Tylko czy znajdą się na to chętni, skoro gracze z zasobniejszym portfelem i tak wybierają PC?

Xbox 360 był jedynym modelem, który naprawdę namieszał. Świetny sprzęt, masa exclusive’ów, prawdziwa walka z PlayStation 3, co zaowocowało pięknymi czasami dla konsumentów pod kątem wyboru. Ale wygląda na to, że był to raczej wypadek przy pracy. Kolejne generacje nie potrafiły skapitalizować tej miłości graczy. Xbox One okazał się marketingowo‑planistycznym niewypałem, a Series X/S – choć teoretycznie przyjaźniejsze cenowo dzięki różnym modelom – nie miały wystarczającej liczby ekskluzywnych tytułów, by uzasadnić zakup. Prawie wszystko i tak trafiało na pecety. To w jaki sposób zarządza się markami idealnym przykładem jest zawitanie Halo na PS5 – istny koszmar PR’owy.

Próba wejścia w handheldy też nie wyszła. ROG Xbox Ally pojawił się o wiele za późno, jest drogi (2599 – 3799 zł), a według testów… lepiej działał na Linuxie niż z Windowsem. Po co więc komu taki sprzęt, skoro od lat mamy Steam Decka i Switcha?

Czas więc odpowiedzieć sobie szczerze: czy naprawdę potrzebujemy kolejnej wtórnej konsoli? A może projekt Xbox powinien zostać po prostu zintegrowany z pecetami, a Microsoft zacząć rozwijać coś faktycznie przełomowego – na przykład cloud gaming pełną gębą? Game Pass był uwielbiany, ale głównie za świetny stosunek ceny do jakości. Po podwyżkach już nie jest tak atrakcyjny – czasowe posiadanie gier przestaje się opłacać i lepiej po prostu je kupić. Patrząc na to wszystko, kto wie, czy gracze nie będą coraz chętniej wracać nawet do fizycznych wydań.

Może Xbox wiedząc, że przegrał wojnę konsolową, będzie starał się być lepszym PC i podejmie walkę ze Steamem?